Fascynacja prawem nie powstała z dnia na dzień. Rodziła się ona we mnie w zasadzie przez całe życie. Wraz z przeczytanymi książkami, poczynając od „Procesu” Kafki, poprzez obserwację codziennych sytuacji, paradoksów życia i docierających z mediów informacji, z czasem zdałem sobie sprawę jak ciekawe, a zarazem zawikłane może być prawo – zwłaszcza to polskie. Jak wiele jest w nim sprzeczności, luk i niedopowiedzeń. Jak daje się naginać, jak bardzo jest nieczytelne dla kogoś niewgłębionego w temat. Jak wielkie to wyzwanie, by w gąszczu paragrafów i artykułów znaleźć ten właściwy. Chciałem więcej, postanowiłem więc studiować ten kierunek. Gdy tylko wszedłem na rynek pracy, szybko zorientowałem się, że wiedza teoretyczna nijak ma się do rzeczywistości (ten paradoks dotyczy chyba zresztą nie tylko studiów prawniczych). Zdałem więc sobie sprawę, że w tym zawodzie nie tylko trzeba być na bieżąco z przepisami, nie tylko trzeba umieć je czytać, ale również, a może przede wszystkim: należy zdobyć jak największą ilość praktycznego doświadczenia. I co najważniejsze: zdać sobie sprawę, że do końca życia będziemy się uczyć, ponieważ nie tylko prawo podlega zmianom, ale i ludzie, świat oraz sytuacje.